25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia przyszedł tajfun. Był to jeden z najpoważniejszych tajfunów, jaki do tej pory przeżyłem na Filipinach. Wyludniło się, ani żywej duszy na ulicach. Tajfun szalał cały dzień.
W niedzielę, 12 stycznia, doświadczyliśmy kolejnego kataklizmu. Na sąsiedniej wyspie wybuchł wulkan Taal. Trwało to zaledwie 10-15 minut, ale zniszczenia sięgają wielu kilometrów. W środę, 15 stycznia, byłem w Tagaytay, gdzie wybuchł wulkan. Wszystko było pokryte pyłem wulkanicznym, a w powietrzu czuć było siarkę.