Wiadomości

ŚWIAT MISYJNY

Nie kradnij? Zależy od kogo!
O. Roman Janowski SVD na swojej misji w Mwandi (fot. archiwum autora)

Nie kradnij? Zależy od kogo!

Od wieków były kradzieże. Może powiedzieć, że to nic nadzwyczajnego, bo jeden ma prawo do swojej własności, a drugi do używania swojej wolności. I w imię tej wolności robi, co się mu podoba. Jednak chyba nie przez przypadek Bóg zabezpieczył ludzi przed kradzieżami dwoma przykazaniami – siódmym i dziesiątym.

Na początku swojej pracy misyjnej byłem bardzo wyczulony na potrzeby innych i pomagałem na ile mogłem. Na przykład zabierałem ludzi po drodze, kiedy udawałem się w dłuższą podróż. Pewnego dnia przy wyjeździe ze stolicy grupa ludzi prosiła o podwiezienie. Zatrzymałem się i w ciagu niemalże minuty samochód był pełny. Z tyłu miałem duży plecak ze swoimi rzeczami. Gdy zacząłem jechać nagle w lusterku zobaczyłem, że trzech młodzieńców zeskakuje z samochodu z moim plecakiem. Natychmiast zatrzymałem samochód i pobiegłem za nimi. Na szczęście nie byli w stanie biec szybko, bo plecak był bardzo ciężki, więc kiedy ich doganiałem rzucili go na ziemię zabierając jedynie z góry śpiwór. To doświadczenie nauczyło mnie bardzo dużo. Dwa lata później jechałem główną drogą przez wielki busz i na środku drogi znalazłem piękny śpiwór. Byłem sam, trochę poczekałem i śpiwór wylądował na moim samochodzie. Balans został wyrównany.

rjanowski 112025 01O. Roman Janowski SVD podczas katechezy w poprawczaku (fot. archiwum autora)

Kolejnym doświadczeniem młodego misjonarza była pomoc ludziom przychodzącym na misją z prośbą o jedzenie. Pewnego dnia wśród potrzebujących znalazł się młody człowiek. Był silny i zdolny do pracy. Zaproponowałem mu okopywanie naszego płotu przy drodze. Zgodził się. Dałem mu szpadel i poszedłem do swojej pracy. Po godzinie chciałem zobaczyć, jak mu idzie praca. Byłem wielce rozczarowany, bo nie było ani faceta, ani mojej łopaty. Za tę łopatę mógł kupić jedzenie na co najmniej tydzień. Kolejna lekcja, jak pomagać złodziejom.

Region, w którym pracuję od wielu lat w Zambii, ma dość ciekawą tradycję. Tutaj mężczyzna nie może przyznać się publicznie do winy, bo byłaby to dla niego wielka hańba. Inni mężczyżni nie patrzyliby na niego jak na faceta, a raczej jak na kobietę, albo nawet dzieciaka. Stąd też w sądach wypierają się do końca. Nawet jak złapiesz go za rękę, to nadal ma tysiąc wytłumaczeń. 

Wiele lat temu pracowałem na misji, gdzie mieliśmy sporo wspaniałych pomarańczy. W tym samym czasie byłem kapelanem w małym więzieniu, gdzie więźniowie mieli dużą swobodę i pracowali często poza więzieniem. Także w naszej misji pracowali na piłkę i inny sprzęt sportowy. Od czasu do czasu obserwowałem ich przez okno naszego domu. W pewnej chwili zauważyłem, że jeden z więźniów wskoczył na drzewo i zrywa pomarańcze. Szybko wyszedłem z domu, żeby go dorwać na gorącym uczynku. Kiedy on mnie zobaczył, natychmiast zeskoczył z drzewa, wziął kilka pomarańczy i przyniósł je do mnie mówiąc: „Ojcze, ja wiem że ty lubisz pomarańcze, dlatego zrywałem je dla ciebie”. I co miałem powiedzieć?

Również nasz ogrodnik lubił podbierać pomarańcze. Przychodził do pracy z workiem, gdzie miał ubranie na przebranie. Któregoś dnia, tuż przed zakończeniem pracy, zauważyłem, że worek jest zbyt duży. Wysłałem go na kilka minut do ogrodu, aby coś tam zrobił, a w tym czasie sprawdziłem worek. Oczywiście były tam pomarańcze. Szybko je wyjąłem i na ich miejsce włożyłem kilka kamieni. Pożegnałem się z nim bardzo serdecznie, jakby nigdy nic się nie stało. Następnego dnia, gdy przyszedł do pracy, miał nawet trudności, żeby mnie pozdrowić, bo doskonale wiedział, co się stało.

rjanowski 112025 01Więzienie w Livingstone (fot. archiwum autora)

Ogólnie ludzie tutaj uważają, że jak złodziej ukradnie i mu się uda, to mu biją brawo. Ale jeżeli go złapią, wszyscy wtedy mu docinają za to, że dał się złapać. Po złapaniu trafia do więzienia, gdzie uczy się nowych sztuczek, więc gdy wychodzi na wolność, próbuje te umięjętności zastosować w praktyce. Jeżeli za mało się nauczył, ponownie trafia do więzienia. W więzieniu spotykałem skazanych, którzy nawet po dwadzieścia razy wychodzili na wolność i wracali ponownie za kradzież.

Pewnego razu wracaliśmy ze spotkania prowincjalnego werbistów w Botswanie. Na granicy z Zambią na rzece Zambezi był prom. Tego dnia od rana nie działał. Zgromadziło się dużo samochodów, a zwłaszcza tirów. Usiedliśmy przy rzece i przypadkowo słuchaliśmy rozmowy kierowców z tirów. Pojawił się temat kradzieży i złodziei. Każdy z kierowców mówił, jacy to sprytni są złodzieje. Jeden z nich nawet powiedział, że w tym kraju (z grzeczności nie wymienię nazwy) to złodzieje są chyba najzdolniejsi na całym świecie, bo potrafią ukraść skarpety bez zdejmowania butów.

Można dużo pisać i podawać różne przykłady z życia. Jedno jednak jest pewne - w kraju, gdzie sytuacja ekonomiczna jest w miarę dobra, jest o wiele mniej kradzieży niż w kraju bardzo biednym. W Zambii również nadal panuje mocne przekonanie, że ukraść od bogatego, a tym bardziej białego, to nie wina i nie ma grzechu. Szczególnie smutna jest sytuacja, kiedy katolicy kradną od białego misjonarza i myślą, że mają błogosławieństwo. W takich miejscach Chrystus się jeszcze w pełni nie narodził.

Roman Janowski SVD
Mwandi, Zambia