Życie wykładowcy zazwyczaj toczy się między salą wykładową a biurkiem. Nie wspominam o normalnych sprawach, które są częścią życia zakonnika i każdej osoby wierzącej. Siergiej Bułgakow oczekiwał od teologa czegoś więcej. Rozumiał teologa jako osobę jednocześnie klęczącą na kolanach podczas modlitwy i siedzącą przy biurku podczas refleksji teologicznej. Karl Barth, odnosząc się do kaznodziejów, wyjaśnił, że powinni oni trzymać Biblię w jednej ręce, a gazetę w drugiej. Oznacza to, że aby dotrzeć do serc ludzi ze Słowem Bożym, musimy znać zarówno Pismo Święte, jak i sytuację życiową naszych wiernych.
Jako wykładowca teologii w Katolickim Instytucie Teologicznym w Bomana nie mam zbyt wielu kontaktów z codziennym życiem mieszkańców Papui-Nowej Gwinei. Niemniej uczestniczę w życiu lokalnego Kościoła: w niedziele mam okazję celebrować Eucharystię w którejś ze wspólnot albo dołączam sporadycznie do o. Mike'a Donovana w jego posłudze więziennej. Ponieważ takich okazji nie ma zbyt wiele, cieszę się, gdy mam szansę na spotkanie z ludźmi i nowe doświadczenie. Taka okazja pojawiła się podczas świąt Bożego Narodzenia, kiedy mogłem zatrzymać się w jednej z parafii diecezji Wewak. Obszar ten jest głęboko naznaczony dawną obecnością werbistów.
O. Władysław Madziar SVD w zakrystii w Passam (fot. archiwum autora)
Obecnie pozostało tam tylko kilku werbistów, głównie w najbardziej odległych, a tym samym najbardziej zdeprawowanych obszarach. Byłem w parafii Emmaus w Passam, położonej około 20 minut jazdy samochodem od Wewak, przy autostradzie Sepik. Od lipca 2024 r. nie ma tam proboszcza. Poprzedni proboszcz, o. Joseph, zmarł nagle. Passam ma znacznie lepszą lokalizację niż wiele innych parafii w diecezji, ponieważ jest łatwo dostępna z głównego miasta regionu. Dość łatwo jest również dotrzeć do wszystkich pięciu podregionów lub stacji zewnętrznych należących do parafii. Naprzeciwko zabudowań parafialnych znajduje się duża i dobrze znana szkoła średnia, a także klinika oraz zakład produkujący cegły.
W parafii przebywałem tylko dwa tygodnie. Dało mi to jednak ogólne wyobrażenie o życiu ludzi, a mimo ta krótkiego czasu moja teologiczna wiedza teoretyczna musiała zmierzyć się z wyzwaniami codziennego życia.
Boże Narodzenie w Hambraure (fot. archiwum autora)
W przeszłości był to obszar zdominowany przez katolików. Nawet dzisiaj większość mieszkańców prawdopodobnie należy do Kościoła katolickiego, choć sądząc po frekwencji podczas uroczystości liturgicznych, może to już nie być prawdą. Zwłaszcza młodzi ludzie są o wiele mniej widoczni w kościele niż inne grupy wiekowe. Podczas liturgii przeważali wierni w średnim wieku, osoby starsze i dzieci.
Inne grupy religijne są bardzo aktywne w tej okolicy. Przez około dwa tygodnie mojego pobytu, po drugiej stronie ulicy odbywało się seminarium Adwentystów Dnia Siódmego. Spotkałem się również ze wspólnotami Assemblies of God [wspólnoty Zielonoświątkowe - przyp. red.], a są też inne wyznania. Ta sytuacja wymaga od katolików formacji i głębszego zakorzenienia w wierze. Stanowi to jednak poważne wyzwanie duszpasterskie, ponieważ bardzo brakuje personelu.
Warto wspomnieć, że w lokalnych społecznościach występują również problemy wewnętrzne. W wielu miejscach tzw. „papa ground”, czyli właściciele ziemscy, domagają się zwrotu lub odszkodowania za ziemię przekazaną wcześniej Kościołowi przez ich przodków. To z pewnością powoduje napięcia i niepewność, a w wielu miejscach poważnie utrudnia rozwój. Niestety, przywódcy nie zawsze mówią jednym głosem i czasami rywalizują między sobą o większe wpływy w społecznościach.
Boże Narodzenie w Jarparaga (fot. archiwum autora)
Chociaż ludzie mają wysokie aspiracje i marzenia, sytuacja uniemożliwia im ich realizację. Wiele osób pozostaje bez pracy, co jest bardzo deprymujące, zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy mają marzenia, ale nie mogą ich spełnić. Niektórzy ukończyli szkoły, ale nie mogą znaleźć zatrudnienia. Powoduje to frustrację i prowadzi do uzależnień, takich jak alkohol, narkotyki i hazard. Towarzyszy temu wszelkiego rodzaju przemoc i powszechna praktyka kradzieży. Niektórzy angażują się w nielegalną działalność, np. przemyt. Biskup Józef Roszyński napisał list pasterski na drugą niedzielę Adwentu, w którym ubolewał nad tymi społecznymi wadami i zachęcał ludzi do refleksji nad sytuacją i poszukiwania sposobów na wyjście z tej „łobuzerskiej” mentalności.
Sytuacja rodzin jest często złożona. Podczas mojego pobytu w Passam spotkałem świeckiego, który opiekuje się domem parafialnym i kościołem. Był tam z czwórką dzieci. Jego żona nagle go opuściła kilka lat temu. Widziałem, jak wiele wysiłku wkładał w utrzymanie rodziny, próbując wychowywać dzieci i zaspokajać ich potrzeby. Jedli tylko jeden gotowany posiłek dziennie. W międzyczasie jedli owoce z ogrodu. Rozmawiając z innymi doszedłem do wniosku, że w wielu domach sytuacja musi być podobna.
O. Władysław Madziar SVD w Passam (fot. archiwum autora)
Są też pozytywne oznaki. Ludzie sami szukają sposobów na poprawę swojego życia. Wyglądają na pełnych nadziei na przyszłość. Z parafii pochodzi wielu kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego. U werbistów jest dwóch diakonów - Brian i Jonathan - którzy powinni zostać wyświęceni na kapłanów w tym roku.
Spotkanie z takimi sytuacjami pomaga mi nieco lepiej zrozumieć naszych seminarzystów. Mogłem przebywać z ich ludźmi i doświadczyć społeczeństwa, w którym dorastali. Stanowi to również wyzwanie dla mojego teoretycznego nauczania, ponieważ zawsze wymaga większej wrażliwości na prawdziwą osobę. Trudne warunki życia ludzi nie mogą być powodem do zniechęcenia, ale raczej motywacją do większego zaangażowania. Moim wzorem może być tylko Jezus, który nie wahał się, ale stał się jednym z nas i wszedł w konkretne życie ludzi.
Władysław Madziar SVD
Papua-Nowa Gwinea
Tekst za: Arnoldus Nota
O. Władysław Madziar SVD przed kościołem w Japaraga (fot. Jude Souruk)