Od 19 lat przebywam w miejscu, które przez Sługę Bożego, o. Mariana Żelazka SVD, zostało nazwane szczęśliwym, felix Chludowo. Ojciec Marian wypowiedział, a właściwie zapisał te słowa w księdze pamiątkowej Domu Misyjnego św. Stanisława Kostki niecały rok przed swoją śmiercią, gdy ostatni raz był w Polsce na swoim misyjnym urlopie z Indii, który w większości spędzał w Chludowie. Miałem szczęście w tym czasie również tam przebywać i spotykać się z nim wiele razy.
Szczególnie zapamiętałem ostatnie spotkanie z nim przed moim powrotem na Ukrainę. Gdy miałem już wyruszać, o. Marian chciał w jakiś sposób okazać mi swoją dobroć i spytał, czy nie zrobić mi herbaty. Nie pamiętam, czy ją wtedy wypiliśmy, ale pamiętam Jego błogosławieństwo i tę pełną życzliwości i dobroci postawę wobec mnie, która kryła się w jego prostej propozycji zrobienia mi herbaty.
A oto wspomniany wpis z księgi pamiątkowej Domu Misyjnego w Chludowie.
Wspomniani przez o. Mariana młodzi męczennicy byli jego kolegami i współbraćmi, z którymi wspólnie, dzień w dzień przeżywał pierwsze lata swojej formacji kapłańsko-misyjnej.
Czy męczeństwo może być źródłem szczęścia? Tak postawione pytanie może przesłonić głęboką prawdę, którą zawarł w swoim wpisie o. Marian. Istotą męczeństwa jest bowiem wierność, wierność aż do końca, wierność pomimo grożących za nią konsekwencji, a nie cierpienie, które tak mocno narzuca się naszej percepcji, gdy słyszymy o męczeństwie, a tym bardziej, gdy patrzymy na nie twarzą w twarz, jak uderza w najbliższe nam osoby, a tak było w przypadku o. Mariana.
To, co wtedy przeżywał, tak opisuje:
Ile razy jeden z moich kolegów seminaryjnych umierał w obozie, biorąc ze sobą do obozowego krematorium niewypełnione pragnienie zostania kapłanem misjonarzem, stawałem się jakby spadkobiercą jego powołania. W obozie mój ideał misjonarza wzrósł jeszcze silniej. Złożyłem ślub: jeśli Pan Bóg przedłuży moje ziemskie życie ponad czas kacetu, ofiaruję je dla ratowania życia wiecznego dusz nieśmiertelnych na misjach.
W jego słowach odkrywamy tę samą postawę wierności, która uczyniła jego kolegów męczennikami. Takiej wierności nauczył swoich nowicjuszy w Chludowie błogosławiony o. Ludwik Mzyk SVD.
Słowa o. Mariana Żelazka o szczęśliwym Chludowie znalazły się na kamieniu pamiątkowym, umieszczonym przy chludowskim kościele pw. Wszystkich Świętych. Naturalnie możemy je odczytywać jako szczególny powód do dumy dla Chludowa, gdyż grono oficjalnych świętych i błogosławionych, Kościół chce powiększyć także o tych, którzy żyli i mieszkali w Chludowie.
O. Marian Żelazek SVD w kaplicy Domu Misyjnego w Chludowie (fot. Feliks Kubicz SVD)
Pragnieniem o. Mariana było, aby Chludowo stało się szczególnym miejscem upamiętnienia, a może nawet sanktuarium, werbistowskich męczenników II wojny światowej. Nosił w sobie poczucie, że jest to winny swoim współbraciom, którzy ponieśli śmierć męczeńską. Muszę stwierdzić, że nie tylko on, ale my, wszyscy werbiści w Polsce, jesteśmy im to winni.
Jeżeli dane miejsce nazywane jest szczęśliwym, to przebywanie w nim powinno skutkować szczęściem. Przypominam sobie wiele chwil głębokiego szczęścia i dumy z tego powodu, że przebywam w miejscu uświęconym wspaniałym życiem tak wielu naszych współbraci.
Chwile spędzone z o. Marianem, których najwięcej doświadczyłem w Chludowie, były zawsze pełne dobra i radosnego pokoju i chciało się, aby trwały jak najdłużej. To nie tylko moje doświadczenie, ale wielu ludzi, których świadectwa na temat życia o. Mariana miałem okazję wysłuchać.
Można powiedzieć, że Chludowo jest szczęśliwe także z tego powodu, że przebywał w nim często o. Marian, a szkoła ma go za swego patrona. Gdybym mieszkał gdzie indziej, pewnie nie uczestniczyłbym w ważnych wydarzeniach, które wiele razy pozwoliły mi doświadczyć duchowego szczęścia i radości.
Było nim na pewno pełnienie funkcji notariusza w rogatoryjnym (pomocniczym) procesie beatyfikacyjnym o. Mariana Żelazka SVD. Z tego powodu miałem okazję udać się do Indii, by wraz z delegacją, dostarczyć dokumenty procesowe do archidiecezji Cuttack-Bhubaneswar, która prowadzi cały proces. Dla mnie radość tym większa, że abp John Barwa SVD, ordynariusz tej archidiecezji, to mój kolega z czasu studiów. Gdy po spełnieniu tej misji udaliśmy się do Puri i wieczorem dotarliśmy do naszego werbistowskiego domu, Centrum Duchowości św. Arnolda, doświadczyłem czegoś szczególnego. Kiedy uświadomiłem sobie, że przebywam w miejscu, którego wybudowanie w Puri było marzeniem o. Mariana, zrealizowanym na kilka miesięcy przed jego śmiercią, odczułem jakby cała dobroć i szczęcie o. Mariana spływały na mnie. Poczułem, że przyjmuje mnie u siebie z wielką radością i w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób sprawia, że doświadczam głębokiego duchowego pokoju.
O. Marian Żelazek SVD z o. Franciszkiem Bąkiem SVD (fot. Feliks Kubicz SVD)
Innym wydarzeniem, które wyryło się mocno w mojej pamięci było odsłonięcie tablicy poświęconej o. Marianowi Żelazkowi w Obozie Koncentracyjnym w Dachau, które miało miejsce 25 maja 2023 roku. Zostałem poproszony, aby w czasie tej uroczystości odczytać laudację o naszym współbracie. Tekst przygotował Piotr Orzechowski, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Poznaniu. Miałem oczywiście możliwość poprawienia i uzupełnienia tego tekstu, co też uczyniłem.Chcę przytoczyć jego fragment, który wskazuje, co może być powodem naszej radości, nawet wtedy, gdy dzieje się zło. Takim powodem jest dobro, które okazało się większe od dziejącego się zła, dobro które zwyciężyło zło.
„Odsłonięcie tablicy poświęconej Ojcu Marianowi Żelazkowi w Dachau ma wymiar symboliczny. To tutaj, gdzie doświadczył niewyobrażalnego zła i nienawiści, zbudował fundament dla swego kapłańskiego i misyjnego życia, które wyróżniało się heroiczną miłością i dobrocią. Tu doświadczony wielkim złem postanowił uczynić wielkie dobro. Zło nie odmieniło jego serca. Wolność ducha i wiara w Boga pomogły mu uczynić własne serce jeszcze lepszym.”
Pozwólcie, że zakończę pewnym wątkiem osobistym. O. Marian Żelazek był moim współbratem, z czego jestem bardzo dumny. Właściwie, to chcę powiedzieć i mocno to podkreślić, że jest moim współbratem, a nie że był. Jego obecność jest bowiem dla mnie cały czas żywa. Można powiedzieć, że także teraz, w tym miejscu, o. Marian jest z nami obecny. Jest obecny duchowo. Jest obecny już nie jako więzień obozu zagłady, ale jako Sługa Boży, kandydat na ołtarze.
Z grupy 26 werbistów zabranych z Chludowa, której o. Marian był częścią, jego 14 współbraci właśnie tu złożyło w ofierze swoje młode życie i powołanie, poświęcając je za Ojczyznę i za tych, których chcieli prowadzić do Boga. Ojciec Marian nigdy nie zapomniał o ich ofierze. Pamiętał o niej każdego dnia i każdego dnia znajdował siły, by ofiarować swoje życie tym, do których został posłany.
Niech jego postawa, przykład życia i wstawiennictwo u Boga jako Sługi Bożego, staną się także dla nas źródłem siły do bycia dobrymi w każdej sytuacji i wobec każdego człowieka”.
Franciszek Bąk SVD
Chludowo
Za: Komunikaty SVD
