Werbiści przybyli na Nową Gwineę bardzo szybko po powstaniu Zgromadzenia, bo już w 1896 roku. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymali, była niewielka wyspa Tumleo na Morzu Bismarcka w pobliżu miejscowości Aitape. W okresie Bożego Narodzenia w 2025 r., przy okazji pomocy duszpasterskiej na parafii Emmaus w Passam, mogłem odwiedzić kilka historycznych miejsc werbistów. I chociaż z tego okresu pozostało bardzo niewiele rzeczy materialnych, to jednak miejsca te wciąż przypominają o wkładzie misjonarzy werbistów w ewangelizację tutejszych ludzi i o ich poświęceniu z miłości do Chrystusa.
W niedzielę, 7 grudnia 2025 r., byłem w miejscowości Boikin, kilkanaście kilometrów na zachód wzdłuż wybrzeża od Wewak. Tablica pamiątkowa upamiętnia przybycie dwóch pierwszych werbistów - o. Theodora Schleuter’a i o. Emila Jerome’a - którzy dotarli tam w 1908 r., a zatem w kilka lat po wylądowaniu na Tumleo. Trudno się spodziewać pozostałości z tamtego okresu, bo wtedy budowano z drewna, a na dachy kryto moratą – typową dla tych terenów trawą. Wiele budynków zostało też zniszczonych podczas drugiej wojny światowej. Stąd to, co można zobaczyć pochodzi już z lat 60-tych XX w. oraz z późniejszego czasu.
Ołtarz główny w kościele w Boikin (fot. Władysław Madziar SVD)
Później przez tydzień przebywałem na wyspie Kairiru, która znajduje się 20 km w linii prostej od Wewak. Aby pokonać ten dystans, w zależności od pogody potrzeba od dwóch do trzech godzin rejsu małą barką. Werbiści przybyli na Kairiru również w 1908 roku, choć ich główną bazą była wyspa Yuo, bardzo blisko wybrzeża Boikin. Przez wiele lat, od 1952 do 1995 roku, werbiści prowadzili na Kairiru niższe seminarium św. Jana Apostoła, a nawet przez pewien czas swoją siedzibę miał tam biskup diecezji Wewak. Jest tam łagodniejszy klimat i, co ciekawe, nie było tam malarycznych komarów. Podobno komary pojawiły się podczas okupacji japońskiej, gdy było dużo przemieszczania się pomiędzy wyspą Kairiru a Nową Gwineą. Jednak do tej pory można spokojnie być na zewnątrz wieczorem, bez opędzania się od komarów. Na tej niewielkiej wyspie działały też inne instytucje i miały tam swój dom siostry zakonne. Do tej pory funkcjonuje hydroelektrownia i przez 24 godziny jest prąd, co może przypominać o dawnej świetności tego miejsca.
Obecnie na wyspie mieszka świecki pan z Nowej Zelandii, Graham Lynch, który przybył tam jako elektryk wolontariusz w 1976 i pozostał aż do tej pory. Dogląda tego, co pozostało i prowadzi dość dużą farmę kur. We wtorki i czwartki dostarcza świeże jajka do sklepów w Wewak i w te dni można się dostać na Kairiru na jego niewielkiej barce. Na Kairiru mogłem zobaczyć też barkę Black Madonna, która przybyła tam w latach 80-tych XX w. z Gdańska i na której najpierw pływał o. Stanisław Wargacki SVD. Teraz Kairiru i wiele bliższych i dalekich wysp jest obsługiwanych przez dwóch palotyńskich misjonarzy z Polski, o. Pawła i o. Dariusza. Jak wspomniał o. Dariusz, wyspy te są rozrzucone na obszarze 250 km.
Kairiru (fot. Władysław Madziar SVD)
Po pobycie na Kairiru przez dwa tygodnie pomagałem w parafii Emmaus w Passam, nieco na północ od Wewak. To również miejsce naznaczone obecnością werbistów. Zresztą w całym regionie Sepiku obecni byli werbiści. Tam mogłem posłuchać historii o werbistach od osób, które jeszcze pamiętały niektórych misjonarzy. Ludzie niekoniecznie pamiętają o dziełach, których dokonali, ale zapamiętali jakieś szczególne wydarzenia z ich życia czy ich charakterystyczne cechy. Ktoś pamiętał, że o. Alois pomógł opatrzyć nogę chłopcu, który się zranił na drzewie sagowym. Ktoś inny zapamiętał o. Waldemara, który zawsze chodził pieszo i organizował procesje z Najświętszym Sakramentem wokół całej parafii. Ktoś inny wspominał o o. Freddy’m, który lubił spędzać czas z ludźmi. Tych wspomnień było o wiele więcej i nie wszystkie były tylko pozytywne. Rzadko kto pamiętał skąd pochodzili misjonarze, ale co ich jakoś wyróżniało od innych. W pamięci ludzi pozostało jak się do nich odnosili i jak ich traktowali.
O. Władysław Madziar SVD z mieszkańcami Kairiru (fot. archiwum autora)
Takie spotkanie z miejscami, które kiedyś tętniły życiem, a teraz są jakby uśpione i czekają aż znowu ożyją, może w nas sprowokować trudne pytania o sens pewnych starań czy trudów. Ale może również nam pomóc uświadomić sobie rolę człowieka w głoszeniu Ewangelii. Trzeba się zgodzić na rolę nieużytecznych sług i w każdym czasie wykonywać to, co nam powierzono (por. Łk 17, 7-10). Tym, który zawsze jest wierny jest jedynie Chrystus – Alfa i Omega. I to nie ludzie, ale On doprowadzi swoje dzieło do zamierzonego celu.
Władysław Madziar SVD
Papua-Nowa Gwinea
Tablica upamiętniająca pierwszych misjonarzy w Boikin (fot. archiwum autora)
Most na drodze do Boikin (fot. Władysław Madziar SVD)
Łódz „Black Madonna” przy wyspie Kairiru (fot. Władysław Madziar SVD)