Wiadomości

POLSKA

W najbliższym kościele dziękowałem Bogu
Nowicjusz Józef Nguyen Duy Tung SVD przed uroczystością pierwszych ślubów zakonnych (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

W najbliższym kościele dziękowałem Bogu

Zanim opowiem, co wydarzyło się 11 listopada w Domu Misyjnym św. Stanisława Kostki w Chludowie, pozwólcie, że przywołam ważny moment z życia bohatera dzisiejszej opowieści. Oto historia Józefa z Wietnamu, który trzy lata temu z migranta stał się zakonnikiem misyjnego zgromadzenia.

O jego pochodzeniu i okolicznościach wstąpienia do Zgromadzenia Słowa Bożego mogliśmy się dowiedzieć w czasie jubileuszowego Czuwania Modlitewnego Rodziny Arnoldowej na Jasnej Górze. W nocy z 25 na 26 kwietnia Misjonarze Werbiści dziękowali w Częstochowie za 150 lat istnienia swego zgromadzenia. Jednym z niespodziewanych „prelegentów”, który zabrał głos przed obrazem Czarnej Madonny, był młody, wietnamski nowicjusz. Z drżeniem w głosie, ale i z wielką determinacją rozpoczął swoje świadectwo.

– Mam na imię Józefa Nguyen Duy Tung. Nguyen to jest nazwisko, a Duy Tung to moje imię. To imię oznacza dosłownie „Chwała Bogu”. Józef to imię, które otrzymałem na chrzcie. Ludzie w Wietnamie bardzo rzadko takie używają. Może kapłan użyje go oficjalnie w czasie ślubu lub na pogrzebie (w kaplicy rozległ się gromki śmiech)

– W rodzinie jest nas siedmiu braci. Jestem drugim dzieckiem. Mój najmłodszy brat w wieku 5 lat utonął, także pozostała nas szóstka. Urodziłem się w biednej nadmorskiej okolicy w środkowym Wietnamie. Życie tam jest ciężkie, ale bardzo spokojne. Jako rybacy pracujemy zazwyczaj od 3 do 8 rano. Jeśli mamy szczęście, to każda osoba zarobi około 70 tysięcy wietnamskich Đồng – to około 10 zł. Z powodu ubóstwa i dużej liczby dzieci życie jest bardzo trudne. 

25 kwietnia 2025. Józef Nguyen Duy Tung SVD podczas Czuwania Modlitewnego na Jasnej Górze (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

– W wieku 12 lat zostałem wybrany na ministranta i pozostałem na parafii. W tamtym czasie marzyłem, żeby zostać księdzem. Widziałem, że parafianie, jako ofiarę za mszę przynosili duże ilości bananów i innego jedzenia. Pomyślałem sobie wtedy, że jeśli zostałbym księdzem, to mógłbym posiadać dużo jedzenia i nie być nigdy głodnym. Z czasem pragnienie bycia księdzem dojrzewało w moim sercu. Coraz mniej opierało się na chęci posiadania bananów – wyznał z ironią. Chciałem pomagać ludziom, aby byli bliżej Boga. Z tego powodu postanowiłem się dobrze uczyć i tak udało mi się skończyć szkołę średnią i dostać na uniwersytet. Pracowałem na pół etatu, aby zarobić na czesne i codzienne wydatki. Latem pracowałem jako robotnik budowlany. Przeważnie od godziny 17.00 do 3.00 nad ranem. Pracowałem również w restauracji w centrum Sajgonu. Po ukończeniu studiów wróciłem do rodzinnego miasta i cały czas byłem rozdarty między pójściem do seminarium a pracą. To był wybór pomiędzy osobistymi marzeniami, a potrzebami mojej rodziny. Wybrałem rodzinę. Poprosiłem o pozwolenie, błogosławieństwo rodziców, abym mógł wyjechać za granicę w poszukiwaniu pracy. 

– Pierwszym krajem do którego wyjechałem była Norwegia – opisywał pierwsze momenty w Europie. – Pierwszą pracą jaką tam wykonywałem było zbieranie truskawek. Tego roku niestety był słaby zbiór. Chodziłem do szefa i prosiłem o nadgodziny, aby móc zarobić więcej. Na początku szef odmawiał, bo prawo pozwalało na pracę tylko do 8 godzin. Byłem nieustępliwy. Ponawiałem moje prośby, aż w końcu po godzinach dał mi inną pracę. Z Norwegii wyjechałem do Polski, a potem do Niemiec. Następnie pracowałem we Francji i Hiszpanii, aż wróciłem z powrotem do Polski. Tu pracowałem 18 godzin dziennie. Zaczynałem od zbierania truskawek, przez gotowanie, stylizację paznokci, strzyżenie włosów, aż po drobne naprawy czy załadunek towarów. Robiłem to wszystko dla pieniędzy. Stopniowo zapominałem o marzeniu mego życia. Z czasem zaniedbałem również obecność Boga w moim życiu – komentował swoją sytuację. 

11 listopada 2025, Chludowo. Modlitwa przed uroczystością złożenia ślubów zakonnych (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

– Przerwę w tej walce przyniosło zachorowanie na Covid-19. Trwało to sześć tygodni. Zadzwoniłem do rodziny, aby się pożegnać, bo myślałem, że w każdej chwili mogę umrzeć. Mój tata powiedział, abym się nie martwił i nie myślał za dużo. Wezwał do modlitwy, aby Bóg mnie uzdrowił. Potem rzeczywiście cudem wróciłem do życia. Poszedłem do najbliższego kościoła, aby podziękować Bogu. Stojąc w kącie świątyni spojrzałem na krzyż i zobaczyłem na nim rękę Boga. Była wyciągnięta jakby do mnie. On czekał na mój powrót. Bóg zawsze był ze mną, tylko ja zapomniałem o Bogu. Jestem grzesznikiem – wyznał bez kalkulacji. 

– Modliłem się wtedy do Boga, prosząc, aby pomógł mi zrozumieć jaki jest cel mojego życia. Czy to są pieniądze? Sława? Czy są to ziemskie namiętności? Usłyszałem, że NIE. Powiedziałem Bogu: „Panie, Ty jesteś sensem mojego życia. Jesteś dla mnie wszystkim!”. Pewnego dnia spotkałem o. Józefa Nguyen Them Huy SVD, od którego dowiedziałem się o zakonie werbistów – przywołał okoliczności poznania werbistów w Polsce. – Przypomniałem sobie, że słyszałem o tym zgromadzeniu już w 2013 roku, kiedy byłem jeszcze w Wietnamie. O. Józef powiedział, że umożliwi mi spotkanie z przełożonym werbistów. – Przed nim będziesz mógł wyrazić swoje pragnienia – poradził mi rodak. – W końcu przyszedł dzień spotkania. Bardzo się lękałem. Ojciec Prowincjał dostrzegał mój niepokój. Poprowadził rozmowę z wielką życzliwością i mogłem poczuć się odważniej – wyraził swoje pozytywne zaskoczenie. Bardzo martwiłem się jak odpowiem na jego pytania. Okazało się, że mogę je wyrazić w moim ojczystym języku. Odetchnąłem i z pomocą tłumacza wylałem przed nim moje pragnienia. Po wysłuchaniu o. Sylwester Grabowski SVD zadał mi trudne pytanie: Czy naprawdę poważnie podchodzisz do swojego wyboru? – zapytał zdecydowanie. Pytanie to wypowiedział trzykrotnie. – Bardzo poważnie, Ojcze – odpowiedziałem po wietnamsku. – W takim razie ty się módl, a ja dam ci taką możliwość – obiecał. 

11 listopada 2025, Chludowo. Msza św. ze złożeniem ślubów zakonnych (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

– Po miesiącu otrzymałem odpowiedź w formie oficjalnego dokumentu. Zostałem przyjęty do postulatu i miałem zamieszkać w Wyższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Werbistów w Pieniężnie. Tam znalazłem wielu życzliwych ludzi, którzy zawsze byli gotowi mi pomóc. Mam teraz pokój w sercu. Zawsze proszę Boga, abym w obliczu wyzwań zawsze do Niego przychodził, Jemu zaufał. Niech Bóg pomoże mi na drodze mojego powołania. Proszę o modlitwę, która dopomoże mi pozostać zawsze wiernym Bogu – zakończył prośbą o duchowe wsparcie.

Na końcu swojego świadectwa nowicjusz Józef zwrócił się z apelem do młodych ludzi.

– Mam radę dla młodych ludzi, którzy rozważają swoje powołanie i nie mogą się zdecydować. Nie wybieraj według własnej woli. Wybierz Boga, bo On ma zawsze najlepszy plan dla twojego życia. Tak jak w słowach Psalmu 37 czytamy: „Powierz Panu swą drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37,5). Dziękuję bardzo! – zakończył swoje poruszające świadectwo.

11 listopada 2025, Chludowo. Józef Nguyen Duy Tung SVD składa pierwsze śluby zakonne (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

* * *

I tak przyszedł dzień szczególny nie tylko dla świętowania niepodległości naszej ojczyzny, ale ważny dzień w życiu młodego nowicjusza Józefa Duy Tunga SVD. Po odbyciu rocznego nowicjatu, 11 listopada 2025 roku złożył swoje pierwsze śluby zakonne w kaplicy Domu Misyjnego św. Stanisława Kostki w Chludowie.

Na uroczystości, oprócz współbraci werbistów z Pieniężna, Bytomia, Warszawy i Laskowic, obecnych było wielu członków wspólnot wietnamskich katolików z Warszawy, Poznania, Wrześni i Kalisza. Wraz z nimi przybyli również werbiści pochodzący z Wietnamu, którzy na co dzień posługują Wietnamczykom w wielu miejscach Polski. Dodatkową niespodzianką był przylot rodziców i najbliższej rodziny, którzy już siedem lat nie widzieli swego syna i krewnego. Rodzice, najstarszy brat, wujek i ciocia przybyli z Wietnamu otrzymując wizę na 11 dni. Do Chludowa dojechała również kuzynka Józefa, która mieszka i pracuje w Warszawie.

Tego dnia w chludowskim klasztorze było więcej Wietnamczyków niż domowników i gości Polaków. W czasie liturgii mogliśmy czterokrotnie posłuchać brzmienia języka wietnamskiego. O. Krzysztof Malejko SVD, kiedyś misjonarz w Wietnamie, a obecnie magister nowicjatu przywitał przybyłych gości, o. Joachim Thach Son Trinh SVD przeczytał Ewangelię, o. Józef Nguyen Them Huy SVD tłumaczył homilię i sam nowicjusz Józef na końcu zwrócił się do swej rodziny i rodaków w ojczystym języku. 

11 listopada 2025. Rodzice Józefa podczas uroczystości w Chludowie (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

Nigdy nie przypuszczałem, że język z dalekiego kraju „zawładnie” liturgią sprawowaną w polskiej kaplicy. Wsłuchiwałem się w obce, ale przyjemne brzmienie wietnamskich tonów. – To niesamowite, że mogę słyszeć słowa, tu, w Polsce, w których Bóg od wieków przemawia do ludzi tego kraju! – pomyślałem z radością. 

Dla misjonarzy werbistów w Polsce śluby zakonne w 2025 roku jedynego nowicjusza, nie-Polaka, to wielki znak i nadzieja, że Pan Bóg ma swoje plany i dba, by głoszenie Dobrej Nowiny nie ustało. Czy jesteśmy gotowi uczestniczyć w tym Bożym planie? Tego nie wiem. Każdy musi się zmierzyć osobiście z tym pytaniem. Dziś jednak pragnę życzyć naszemu młodemu współbratu, aby znaczenie jego wietnamskiego imienia, „chwała Bogu”, realizowało się nadal w jego zakonnej formacji, a kiedyś w miejscu, do którego Pan go poprowadzi. Jak na początku o. Prowincjał, tak obecnie i my, współbracia Polskiej Prowincji Misjonarzy Werbistów, pragniemy otoczyć go życzliwym i braterskim wsparciem oraz modlitwą. Na chwałę Boga!

Krzysztof Kołodyński SVD

11 listopada 2025. Współbracia werbiści z Józefem i jego rodziną(fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

Zob. więcej fotografiiglobe element95px ver1

globe element95px ver1Zob. krótką relację video