Czy epidemia może mieć jakieś ‘plusy dodatnie’? Trzeba być ostrożnym, nawet przy pozornie niewinnej dyskusji na ten temat, to fakt. Ludzie, którzy zachorowali, ludzie, którzy zmarli, pracownicy służby zdrowia na całym świecie nie wskażą nam ani jednej dobrej rzeczy, która przyszła wraz z czasem choroby.

Intrygujące były głosy, które docierały z naszego, kościelnego podwórka. Jedni chcieli widzieć w ostatnich wydarzeniach karę Bożą. Inni zaś, czasem w naiwny sposób, szukali pozytywów, znajdując je na przykład w liczbie osób oglądających transmisje w Internecie czy zakładając, że mniej uczestników to więcej świadomie uczestniczących w liturgii. Jeszcze inni widzieli pozytyw w tym, że Kościół przeżywany na odległość, zdalnie wymusił nowe rozwiązania i tak chwaloną dziś wszędzie kreatywność.

Niestety, w tym zachłyśnięciu się optymizmem zapomnieliśmy, że wszystko to są rozwiązania cząstkowe i tymczasowe. Na przykład sporo starszych ludzi zostało gdzieś na marginesie. Nie mają Internetu, nie posiadają komputera, telewizor czy radio jakoś pozwalały wypełnić lukę, nie tylko kościelną, ale to też tylko proteza. Sporo księży nie może sobie wpisać do CV, że są kreatywni. Nie radzą sobie z kamerą, nie są przebojowi w kwestii nowych inicjatyw i projektów. Pusty kościół napełniał ich bezradnością, poczuciem porzucenia swoich wiernych.

Epidemia dała nam lekcję bardzo ważną. Nie wszystko da się wrzucić na kabel i posłać w świat. Świat jest jednocześnie o wiele prostszy i o wiele bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Kościół zaś niezmiennie pozostaje tajemnicą. Więcej – pozostaje bardziej tajemnicą Chrystusa niż naszą.

Jeśli jest jakiś plus całej tej sytuacji, to właśnie zdarcie tego welonu pewności, że my wszystko już mamy pochwytane, że wystarczy wrzucić do sieci i jakoś to będzie. Wirus bezlitośnie zdrapał nam patynę albo raczej śniedź z Kościoła i okazało się, że pod spodem, niezmiennie jest żywy Bóg. Objawia nam się w najbardziej niezwykły ze sposobów, poprzez swoje otwarte serce.

W hallu naszego domu wisi od lat krzyż, zaraz obok wejścia do domowej kaplicy. W dniu, w którym mogliśmy znowu modlić się z wiernymi w kościele, jeden z domowników wracając z nabożeństwa nagle go zauważył: ‘jaki piękny krzyż, skąd go wzięliście?’. Mówimy, że zawsze tu był. Współbrat powiedział bardzo ważne słowa: ‘mam wrażenie, że widzę go pierwszy raz’.

Czerwiec jest miesiącem Serca Pana Jezusa. Powoli wracamy do tak zwanej normalności. Wydaje mi się, że jest wiele miejsc, w których możemy zacząć tak, jakbyśmy zaczynali od zera. I potraktujmy to jak łaskę, nie jak stratę. Patrzmy, najczęściej jak się da tak, jakbyśmy widzieli, słyszeli i wierzyli pierwszy raz. Potrzebujemy tego.

Maciej Baron SVD

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault