8 stycznia: dzwon nie dzwonił

Dzisiaj trochę ludzi przyszło spóźnionych na msze św., a dzwon nie dzwonił. Po zakończeniu eucharystii i tradycyjnym powitaniu przed kościołem dowiedzieliśmy się co było przyczyną braku dźwięku dzwona (albo raczej braku dźwięku uszkodzonej felgi od koła).

Dzwon ten regularnie bije dzięki katechiście, który codziennie dzwoni godzinę przed msza św. Okazało się, iż większość ludzi w Lainya była wystraszona docierającymi wiadomości (lub pogłoskami).

Nasz katechista, Zacharia, służył tutejszemu kościołowi przez 30 lat, gdy jeszcze nie było tu żadnego kapłana, który czasami pojawił się raz do roku (werbiści, przybyli tutaj dopiero przed rokiem). Zacharia otrzymał dwie nocne wiadomości. Pierwsza od „zaufanych ludzi” o godz. 1.30, a następną o 2.30, iż rebelianci mają zaatakować Lainya o 6.30 rano. Myślał o obudzeniu nas, ale się powstrzymał ... dzięki temu mogliśmy dłużej pospać.

Jak się okazało był to fałszywy alarm, ale katechista nie dzwonił o 6.30, aby nie przerazić ludzi, gdyż o tej godzinie miał nastąpić atak. Po mszy trochę z tego żartowaliśmy i dziękowaliśmy katechiście, że nas nie budzi po nocy. A z drugiej strony zauważyliśmy pól żartem pól serio, że rebelianci, podobnie jak parafianie, spóźniają się do kościoła.


Międzynarodowa droga przebiegająca przez Lainya
(fot. Andrzej Dzida SVD)


Centrum Lainya
(fot. Andrzej Dzida SVD)

Około godziny 9.00 zrobił się duży ruch na drodze pomiędzy Juba a Yei (nasza parafia jest przy drodze, a z naszych afrykańskich chatek oddalonych o jakieś 150 metrów od szosy wszystko widać). Pierwszy samochód ciężarowy był pełen żołnierzy na naczepie, a za nim ciągnęło się ok. 6 mikrobusów wypełnionych po brzegi ludźmi i materacami na dachach. To z kolei uruchomiło plotkę, że ludzie mogą ociekać z Juby.

Faktycznie jednak było to spowodowane zatrzymaniem podróżujących z Juby już wczoraj o 5 po południu. Żołnierze nie przepuszczali samochodów z obawy, iż może coś się zdarzyć na drodze, a następnie w godzinach rannych eskortowali te samochody do Juby (życząc sobie pewnej opłaty za te eskortę).

Podsumowując, w Lainya jest na razie spokojnie, chociaż ludzie są coraz bardziej nerwowi. Wydaje się, że większość rebeliantów, która odłączyła się od swoich jednostek już opuściła rejon Lainya, chociaż do końca nie ma takiej pewności. Przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest nie do końca bezpieczne i nie da się przewidzieć, kiedy się dotrze na miejsce. Można być w każdej chwili zatrzymanym przez żołnierzy i odesłanym z powrotem lub spędzić całe popołudnie, wieczór i noc czekając na pozwolenie na kontynuacje jazdy (jak to miało miejsce w Lainya).

Problemy z przemieszczaniem się powodują też ograniczenia ilości żywności dostarczanej z Yei, a wcześniej z Ugandy, Keni czy Kongo. Na razie nie mamy problemu z żywnością, a w razie czego mamy dostęp do wody i ... własny ogródek!

o. Andrzej Dzida, SVD
Lainya, 8 stycznia 2014