W Oruro obecnie mieszka około pół miliona ludzi, z czego prawie połowa w tzw. „barrio”. Brakuje tam prawie wszystkiego, a myślę, że przede wszystkim miłości i okazywanego dobra. W tych dzielnicach wielu ludzi nie ma bieżącej wody i kanalizacji. Często, w jednym pokoju, w którym mieszka cała rodzina, znajduje się sypialnia i kuchnia. Często rodzinny są wielodzietne lub samotne matki wychowują chore dzieci.

Dziś chciałbym podzielić się z Wami przede wszystkim naszą egzystencją, bo myślę, że to odpowiednie słowo w dobie COVID-19.

Do Boliwii koronawirus dotarł prawie 3 miesiące temu i wprowadził totalne załamanie na wszystkich płaszczyznach życia społecznego, publicznego i politycznego. O pierwszym przypadku w Oruro dowiedzieliśmy się 11 marca i prawie natychmiast nasze władze podjęły środki ostrożności. Zostały zamknięte szkoły, targowiska, apteki i wszystkie inne punkty spotkań. Zamknięto granice między państwami, a nawet między poszczególnymi miastami i wioskami. Wszyscy utknęli w miejscu. Czas po prostu się zatrzymał, a my razem z nim.

Pierwszą kwarantannę zarządzono od 11 marca do 15 kwietna,. następną do 30 kwietnia. Kolejnym krokiem naszej kwarantanny był całkowity zakaz wychodzenia z domu przez 10 dni. Teraz, do 31 maja obowiązują kolejne ograniczenia, zgodnie z którymi można wychodzić tylko raz w tygodniu w godzinach przedpołudniowych.

Oczywiście wyjście z domu w czasie innym niż wyznaczony jest karane 1000 boliviano (około 500 złotych). Jest to połowa miesięcznego wynagrodzenia pracownika. Do tego grodzi 8 godzin aresztu. Myślę wiec, że tak naprawdę wielu z Was nie jest w stanie sobie wyobrazić w jaka bardzo smutno i przerażająco wygląda kwarantanna w Boliwii.

Wszystkie zakłady i miejsca jakiejkolwiek pracy są zamknięta. W kościołach przestano organizować nabożeństwa i publicznie odprawiać Eucharystię. Cały czas można zobaczyć wojsko i policję na ulicach, bardzo mocno widać stan zagrożenia i ograniczenia. Wszelkie próby uzyskania jakiegoś pozwolenia kończą się na składanych prośbach.

Dzięki Bogu od prawie dwóch miesięcy mam, wraz z Siostrami, pozwolenie na rozwożenie żywności do najbardziej potrzebujących. Dzieje się to, oczywiście, pod stałym nadzorem policji, która przyjeżdża po nas i odwozi z powrotem do domu.

Cała Bolivia jest ogarnięta strachem, ponieważ wiemy, że nasze miasta i miejscowości nie są przygotowana na przeciwstawienie się temu ogromnemu niebezpieczeństwu, które czeka na nas na każdym kroku. Również nasza służba zdrowia boryka się z ogromnymi problemami. W naszym departamencie mamy tylko 9 respiratorów, a mówi się również, że nie mamy wystarczającej ilości testów na COVID-19. Oczywiście nie podaje się informacji, ile testów jest wykonywanych dziennie. Wiemy tylko, że sytuacja z dnia na dzień jest coraz bardziej niebezpieczna. No i oczywiście testy i pobyt w szpitalu nie jest darmowy. Dlatego wiele osób woli pozostać zamkniętych w domu, nawet jeśli mają objawy przeziębienia, bo i tak nie będzie ich stać na pobyt w szpitalu, ani nawet na wykonanie testu i potrzebnych badań. Tak więc czekamy, co będzie dalej.

Br. Krzysztof Walendowski SVD w jednym z barrio w Oruro, Boliwia (fot. archiwum Krzysztofa Walendowskiego SVD)

Dzięki tak wielkim zaostrzeniom, w początkowej fazie wirus przestał się rozwijać. Tak przynajmniej było do 8 kwietna, gdy w całym naszym półmilionowym mieście było tylko 8 zakażonych. Jednak w pozostałej części kraju pandemia się rozwija i jest już około 2700 zakażonych i 100 zmarłych (są to dane na dzień 15 maja). Obecnie jednak w Oruro sytuacja nie jest już tak optymistyczna, jak na początku. Jest już ponad 100 osób zakażonych i 10 osób zmarłych. I wciąż przybywa nowych chorych.

Oczywiście są to tylko dane oficjalne. Nikt nie wie, jak naprawdę wygląda sytuacja. Jeden z policjantów również mi potwierdził, bym nie wierzył w to, co mówią, gdyż znamy tylko oficjalne dane. A jak jest naprawdę, to tego nikt nie wie.

Niestety, z powodu wydłużającej się kwarantanny, wielu ludzi zaczyna cierpieć głód. Wielu straciło miejsca pracy, zwłaszcza pracy sezonowej. U nas w mieście tylko około 30% osób w wieku produkcyjnym ma stałą pracą. Pozostali mają prace sezonowe i ludzie tu żyją z dnia na dzień. Tak więc na naszą pomoc czekają samotne matki, rodziny wielodzietne, osoby starsze i niepełnosprawni, a także studenci, którzy zostali bez środków do życia. Są to także liczne grupy migrantów z Wenezueli i Kolumbii, którzy opuścili swój kraj w poszukiwaniu lepszego życia.

Jak można już było usłyszeć w polskich mediach, mieszkańcy Boliwii wyszli na ulice blokować drogi, ponieważ wielu ludzi zaczyna coraz bardziej cierpieć głód. Mówią, że jest im już obojętne czy umrą na COVID-19 czy z głodu.

Tak wygląda sytuacja w Boliwii w ostatnim czasie. Ludzie w swoich domach codziennie o godzinie 19.00 gromadzą się na modlitwie. A my, misjonarze, staramy się nieść pomoc tam, gdzie tylko możemy i na ile środki nam pozwalają. Przez ostatnie 7 dni rozdaliśmy około 800 paczek żywnościowych, w których są podstawowe produkty, tj. ryż, cukier, mąka, makaron i 2 puszki sardynek, a dla dzieci paczka ciastek i mleko. Jednak najtrudniejsze dla nas jest to, że nie możemy dotrzeć z pomocą do wszystkich. Często, gdy przejeżdżamy, ludzie wychodzą z domu, płaczą i wręcz błagają o jakąkolwiek pomoc i wsparcie dla nich i swoich dzieci. Bardzo bolesnym dla mnie obrazem jest sytuacja, gdy wręcz musimy „uciekać” z danego barrio, a ludzie biegną za nami i krzyczą, byśmy ich nie zostawiali samych.

W tych trudnych czasach warto zobaczyć uśmiech i drobne gesty wdzięczności. Jak choćby, mimo zakazu, podanie ręki za okazaną pomoc. Ten zakazany uścisk dłoni, który tu otrzymujemy, jest dla Was, Kochani przyjaciele i dobrodzieje misji.

br. Krzysztof Walendowski SVD
Oruro, Boliwia


Wesprzyj pracę br. Krzysztofa Walendowskiego SVD oraz innych misjonarzy i misjonarki pomagającyh ludziom w walce ze skutkami Covid-19. Włącz się w werbistowską akcję "Ofiarom koronawirusa".

 

 

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1