O. Andrzej Dzida SVD, pracujący w obozie dla uchodźców z Sudanu Płd. w Bidibidi w Ugandzie, nadesłał właśnie relację z obchodów Bożego Narodzenia i Nowego Roku. To jeden z nielicznych okresów w roku, gdy uchodźcy mogą choć na chwilę zapomnieć o traumie wojny i codziennych problemach.

W Bidibidi 4 werbistów obsługuje 30 kaplic. Do najbliższej mają 23 km, do najdalszej 46 km. Oto pełny tekst relacji o. Andrzeja.


Bidibidi, Uganda
Nowy Rok 2019

Chciałbym się z Wami podzielić przeżywaniem Bożego Narodzenia i Nowego Roku w obozie dla uchodźców Bidibidi w Ugandzie.

Młodzież i dzieci, którzy stanowią ponad 60% populacji obozu, przygotowywali pieśni i tańce. Może nie były to chóry anielskie, ale mamy nadzieję, iż łączyliśmy się z nimi śpiewając wspólnie „Gloria” i pieśni bożonarodzeniowe.

Dzieci z grupy „Mali misjonarze” (Holy Childhood) z Papieskich Dzieł Misyjnych przygotowywały piosenki, tańce, a także scenki z narodzenia Pana Jezusa i życia św. Rodziny. Najzabawniejsza scenka została przedstawiona w kaplicy Piotra i Pawła, gdzie dzieci z plemienia Nuer naśladowały nawet odgłos osiołka biegającego po kaplicy. Tym razem to było jedno z dzieci, gdyż w obozie raczej nie mają własnych osiołków czy krów.

Prezentowane jasełka, w szczególności w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku, pozwalają na chwile zapomnieć uchodźcom o wojennej traumie i codziennych problemach związanych z brakiem żywności, z chorobami, brakiem możliwości wykonywania zawodu czy edukacją.

Będąc jeszcze w swoich domach w Sudanie Południowym, większość rodzin starała się mieć specjalne jedzenie na święta. Udawało się to dzięki całorocznym oszczędnościom, dzięki którym ludzie mogli sobie pozwolić np. mięso kozy. Niestety, obecnie na terenie obozu w Bidibidi, większość uchodźców takiej możliwości nie miała. Dodatkowo w niektórych miejscach pojawiły się problemy z comiesięczną dystrybucją żywności lub koniecznością przetransportowania jej (na własnych plecach lub raczej głowach) z odległych miejsc. W przypadku wynajęcia roweru lub motoru, część tej żywności musiałby być zużyta na opłacenie transportu. Dodatkowo doszły problemy z chorobami, takimi jak tyfus czy malaria.

W niektórych miejscach kobiety i dziewczyny szyją gwiazdy betlejemskie wypełnione wszelkimi niepotrzebnymi skrawkami materiałów. Te piękne gwiazdy mogą zawisnąć w domu lub w kościele. W poprzednich latach, na terenie Sudanu Płd., niektóre mamy piekły ciasto na wzór pierników, ale niestety nie było to widoczne w tym roku na terenie obozu. Jednakże jedna z rodzin wypiekła chleb, z którym się dzieliła z innymi.

W czasie obchodów wigilii Bożego Narodzenia w kaplicy Matki Bożej w Swinga (jedna z 5 stref na terenie obozu Bidibidi), udaliśmy się z uroczystą procesją pod ołtarz. Nie mieliśmy ze sobą figurki Dzieciątka, ale mamy, które przyniosły dzieci do chrztu, przypominały nam o obecności małego dzieciątka, a nowo ochrzczone dzieci dołączyły do Jezusa jako nowe dzieci boże.

Śniegu i choinki oraz specjalnych prezentów nie ma, ale przez to jesteśmy bliżej faktycznych narodzin Jezusa w stajence betlejemskiej. W Sudanie Płd. udawało się znaleźć parę liści bananowca, aby oddać nastrój tego dnia. W tym roku odbyło się to w bardziej naturalny sposób, z obecnością małych dzieci i mam. Oczywiście każdy z nas, jak pastuszkowie czy trzej królowie, przynosił swoje dary, ale w tym dniu najważniejsza była otwartość serca i gotowość wybaczenia ran wojennych czy rodzinnych. Najpiękniejszym momentem było zobaczenie uśmiechów mam i dzieci.

W tym dniu pojawiło się wiele dzieci, a przy 500 dzieciach w kaplicy trudno o dystrybucję wystarczającej ilości cukierków czy ciastek. W każdym razie dla wszystkich starczyło. Czasami po 1-2 cukierki, ale rozdawaliśmy je w 4 kaplicach od 24 do 26 grudnia i w Nowy Rok 2019.

Drugi dzień świąt (św. Szczepana) nie jest uroczyście obchodzony. Pomimo to nieco mniejsza grupa ludzi dotarła do kościoła. Mamy 30 kaplic, a tylko 4 kapłanów, staramy się jednakże dotrzeć w tych dniach do największej liczby osób rozsianych na terenie całego obozu Bidibidi. Kościół nie jest tu tylko miejscem modlitwy, ale też spotkań, organizowania się i różnorakiej aktywności.

W dniu Nowego Roku, będąc w kaplicy Matki Bożej Bogurodzicy w Kado (w strefie Abirimajo), znowu dzieliliśmy radość z innymi. W tym dniu szczególnie były widoczne dzieci, które przyszły z jeszcze mniejszymi siostrzyczkami i braciszkami. Jeden chłopiec długo wpatrywał się w Jezusa na krzyżu. Zastanawiałem się, co ujrzał i co chce nam dzisiaj Jezus powiedzieć w swoim cierpieniu z krzyża, a może w cierpieniu i potrzebach uchodźców z Bidibidi, gdy Jezus mówi do nas byłem głodny, spragniony, chory, bez dachu nad głową (Mt 25, 34-40). To pragnienie jest również duchowe, obecności drugiego człowieka i solidarności z drugim człowiekiem. 

         

         

         

      

Przypominają mi się czasy z dzieciństwa, gdy w stanie wojennym docierały do Polski odzież i żywność z różnych stron świata. Jednego dnia dotarł również indyk do wielu wielodzietnych rodzin w naszej parafii. Przywoziliśmy te indyki z bratem, jako ministranci, na sankach. Była to wielka radość zobaczyć wiele uśmiechniętych twarzy.

W Nowy Rok, w tej samej kaplicy Bogurodzicy w Kado, można było zobaczyć też drugiego chłopca, który chciał ofiarować Matce Bożej swoje świąteczne okulary słoneczne, gdyż było wielkie słońce w kaplicy, a figurka Matki Bożej z Jezusem była wystawiona na promienie słoneczne. Może to był mały, radosny gest, ale pochodził z serca i to jest najważniejsze.

Nie ma u nas pięknej tradycji trzech króli, którzy przychodzą do Jezusa, ale Ci prości „pastuszkowie”, którzy przychodzą z Bidibidi czy innych miejsc, potrzebują również mędrców. Trzej królowie złożyli dary Świętej Rodzinie i być może również dzięki nim Maryja, Józef i Jezus mogli uciec z okupowanej Palestyny do Egiptu.

Cieszę się, że orszak Trzech Króli już wyrusza z Poznania do Bidibidi, z Polski do Ugandy. Nie jest to pierwsza taka podróż, gdyż przed nami odbyła ją dr Wanda Błeńska, poznanianka stulecia, która przez 43 lata służyła ludziom chorym na trąd w Ugandzie. Polacy uciekający i powracający ze Wschodu, również znaleźli swoje miejsce w obozach dla uchodźców w Ugandzie. Były to w szczególności osierocone dzieci z Syberii i Kresów Wschodnich, które utraciły swoich rodziców w czasie II wojny światowej.

Niech piękna tradycja Trzech Króli towarzyszy błogosławieństwu naszych domów i rodzin, rozszerzając się również na ziemie Sudanu Płd. i Ugandy, a Boży pokój pozwoli przemienić ludzkie serca, aby każdy mógł mieszkać w swojej ukochanej ojczyźnie na wzór św. Rodziny z Nazaretu.

W modlitwie i z błogosławieństwem na 2019 rok -

o. Andrzej Dzida SVD

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • Wtedy siewca wyszedł siać

    Wtedy siewca wyszedł siać

    Wszyscy zastanawiali się, gdzie papież pojedzie. Wielkim zaskoczeniem było, że odwiedzi tylko stolicę. Nie przeszkodziło to jednak wielu katolikom, żeby Więcej
  • Misja trwa, choć zmieniły się granice

    Misja trwa, choć zmieniły się granice

    Oruro jest miastem położonym na płaskowyżu Altiplano w zachodniej Boliwii, na wysokości nieco ponad 3700 m.n.p.m. Zamieszkuje go blisko 300 Więcej
  • Matka Boska od kontenerów

    Matka Boska od kontenerów

    Myślałem, że bp Chindekasse żartuje mówiąc, iż jest pomysłodawcą i architektem jedynego chyba na świecie kościoła postawionego z kontenerów magazynowych! Więcej
  • 1