O. Jerzy Gawlik zmarł 29 maja 2020 roku w szpitalu w Glenbrook k/Chicago, jako pierwsza ofiara koronawirusa (COVID-19) spośród polskich werbistów. Choroba miała gwałtowny przebieg. O. Jerzy Gawlik zmarł w 66. roku życia, po 46 latach życia zakonnego i 39 latach kapłaństwa.

Jerzy Gawlik urodził 9 lutego 1954 roku w Brzozowicach-Kamieniu w dawnym województwie katowickim, z rodziców Józefa i Marii z domu Grabowska. Miał jednego starszego o 4 lata brata Antoniego. Pochodził ze środowiska górniczego. I jego ojciec (górnik) i brat (górnik-elektryk) pracowali w miejscowej kopalni „Andaluzja”.

Do szkoły podstawowej chodził Jerzy w miejscu zamieszkania w latach 1961-1969. Potem przeszedł do Technikum Elektrycznego w Bytomiu, które ukończył w 1974 roku. I pewnie tak jak jego ojciec i jego brat związałby dalsze losy swego życia z kopalnią, gdyby nie to, że od dłuższego czasu wsłuchiwał się w głos wewnętrzny, który wskazywał mu inną drogę życiową. W katechezach, kazaniach, lekturach czasopism katolickich ciągle inspirowała go myśl, że jego miejscem w przyszłości ma być praca misyjna jako kapłana-misjonarza. Nietrudno było w okolicach Bytomia napotkać misjonarzy werbistów. I wreszcie po rozmowie z kuzynem, klerykiem z seminarium diecezjalnego w Katowicach, zdecydował się na Misyjne Seminarium Duchowne Księży Werbistów w Pieniężnie.

Jerzy rozpoczął nowicjat w Domu Misyjnym św. Wojciecha w Pieniężnie 7 września 1974 roku. Tam również odbył studia filozoficzno-teologiczne i 26 kwietnia 1981 roku, z rąk bp. Ignacego Jeża, w gronie 17 kolegów, przyjął święcenia kapłańskie. Pod koniec studiów teologicznych obronił pracę magisterską pod tytułem: „Motywy zainteresowania i zaangażowania misyjnego młodzieży katechizowanej”. Rok wcześniej, z okazji składania ślubów wieczystych (08.09.1980), zgodnie ze swym życzeniem, otrzymał skierowanie do pracy misyjnej na Filipinach.

Zaraz po święceniach wyjechał na misje, gdzie w latach 1981-1987 pracował jako misjonarz w Północnej Prowincji Filipińskiej, w dystrykcie Abra. Był wikariuszem w kilku parafiach. Z tego okresu zachował się list o. Gawlika z 1984 roku. Pisze w nim:

Jestem w parafii La Paz. Jest to miejscowość położona niedaleko Bangued. Mam więc okazję odwiedzić od czasu do czasu nasz dom centralny. Jeśli chodzi o moją, a raczej o naszą parafię (jestem razem z ojcem Holendrem), to jest ona duża. Na jej terenie mamy dwa duże kościoły oraz 10 kaplic w różnych wioskach. Znajdują się tam również dwie szkoły, których dyrektorem jest proboszcz. Roboty jest więc sporo. Codziennie odprawiamy Msze św. w tych dwóch kościołach. Do kaplic dojeżdżamy w niedziele i święta. Nie jesteśmy w stanie w ciągu jednej niedzieli odwiedzić dziesięciu wiosek. Dlatego też do niektórych jedziemy tylko raz w miesiącu.

Możemy dojechać do naszych miejsc tylko w porze suchej. W porze deszczowej jest o wiele trudniej. Mimo że niektórzy ludzie znają angielski, to Msze św. odprawiamy w ilokano. Jedynie religii w szkole uczę po angielsku, gdyż w szkole obowiązuje angielski.

W niektórych wioskach ludzie są bardzo biedni, nie przypuszczałem, że aż tak bardzo. Parafia pomaga jak może, szczególnie przez ofiarowanie żywności tym biednym rodzinom. Coraz bardziej przyzwyczajam się do tutejszego stylu życia, szczególnie do temperatury. W czerwcu dochodziła do 39 stopni”. („Misjonarz”, styczeń-luty 1984, s. 30).

Do Polski wrócił na stałe w 1987 roku. W drodze do Polski zatrzymał się jeden rok w Waszyngtonie, gdzie studiował duchowość. Przez kolejne trzy lata przebywał w Lublinie, a następnie przez pięć lat w Nysie.

W 1995 roku został prefektem kleryków w Pieniężnie. Od 1998 do 2001 był rektorem domu nowicjackiego w Chludowie, a przez następne trzy lata mistrzem nowicjatu. W 2004 roku wyjechał do Techny w werbistowskiej Prowincji Chicago. Najpierw pomagał w duszpasterstwie polonijnym, a potem został proboszczem wielkiej parafii polonijnej pod wezwaniem św. Józefa Robotnika w Wheeling, ok. dziesięciu mil od Techny. Pracował tam nieprzerwanie aż do maja 2020 roku, gdy zaraził się koronawirusem.

Był bardzo gorliwym i lubianym duszpasterzem, z wielkim poczuciem humoru. Był też uzdolnionym i mądrym pisarzem. Dzielił się swoimi refleksjami („Refleksje ojca Jerzego”) na łamach werbistowskiego kwartalnika „Werbiści”. W 2011 roku został przełożonym dystryktu Midwest w Prowincji Chicago.

Oczyszczony ze wszystkich swych ludzkich słabości przez ogromne cierpienia, namaszczony świętymi olejami na ostatnią drogę życia, niech stanie przed swym Mistrzem w pełnej gotowości do chwalenia Go i służenia Mu dalej w Niebie. R.i.p.

Alfons Labudda SVD 

Kilka fotografii o. Jerzego z czasów jego pracy w Wheeling można zobaczyć TUTAJ.

 

blog comments powered by Disqus